|
świat prze d stawiony w mediach
Blog > Komentarze do wpisu
Brak wolnych mediów
Nie ma w Polsce wolnych mediów twierdzi Jarosław Kaczyński a mnie zastanawia: wolnych od czego lub kogo? Biorę twierdzenie czysto logicznie i brakuje mi podstawowego elementu logiki: definicji. Weźmy twierdzenie tak, jak rozumie je Jarosław Kaczyński: media pracują dla swych mocodawców czyli układu. Ale czy to nie znaczy, że są właśnie wolne bo pracują na rzecz kogo chcą? Dobrze, nie są wolne bo dziennikarze wypełniają polecenia mocodawców. Kiedy byłyby wolne? Gdyby pracowali niezależnie od poleceń układu? Anna Marszałek, Bertold Kittel pracowali oczywiście dla układu, nie ma mowy o niezależnym dziennikarskim śledztwie. A co robi dziś minister Widzyk lub wojewoda Kempski? A Szeremietiew wiceminister MON co budował się za łapówki? Nie są to sukcesy wolnych mediów tylko nagonka układu. Proste pytanie do Jarosława Kaczyńskiego: proszę wskazać jeden, tylko jeden sukces mediów w III RP w tropieniu afer i układów. Nigdy nie słyszałem z ust prezesa PiS choćby drobnego uznania dla mediów. Przypadek? Chcąc zachować spokój ducha i poczucie bezpieczeństwa wypowiedź o braku wolnych mediów odbieram jako prowokację. Taka fraza skandalisty. Ciekawe, dające do myślenia, prowokujące do dyskusji. Czy zatem Jarosław Kaczyński jest artystą? To tłumaczyłoby bardzo wiele... wtorek, 28 lutego 2006, mediorzerca
|
|
A Szeremietiew nic nie budował za łapówki, bo po artykułach Marszałek & co. urząd skarbowy badał przez 10 miesięcy moje dochody i wydatki i stwierdził, że miałem LEGALNIE kilkadziesiąt tys. PLN więcej niż wydałem na budowę domu, samochód etc. Następnie tę decyzję urzędu przez trzy miesiące badała Mazowiecka Izba Skarbowa i też stwierdziła, że jest ok. Później "kapuściana" prokuratura apelacyjna w Warszawie i nawet ona musiała uznać, że z moimi dochodami i wydatkami jest w porządku. O tym jednak "śledczy" już nie napisali. Dziś ścigają mnie więc tylko, "tylko", za niby łapówkę przy zakupie Lanci, bo biegły stwierdził, że półtoraroczny samochód tzw. demonstracyjny powinien kosztować tak jak nowy minus 350 PLN. A ponieważ ja zapłaciłem za niego ponad 50 tys. - nowy kosztował 90 tys., to tym samym "w naturze" dostałem 40 tys. w łapę. Ten zarzut został zresztą umorzony, ale prok. Olejnik kazał go przywrócić. Ja zyskałem tylko tyle, że przedtem biegły (cały czas ten sam)twierdził, że samochód kosztował 120 tys. więc moja "łapa" opiewała wg. niego na 60 tys. Po przywróceniu zarzutu zminił zdanie co do ceny samochodu - czyli teraz mam 20 tys. mniej?
Z takim to "materiałem" dowodowym mam proces co biegnie z szybkością dwie rozprawy na miesiąc - koniec będzie gdzieś tak za 3,5 roku. Ale jak rozumiem to nikogo nie obchodzi. W końcu "śledczy" z Rzepki nagrody dostali, mnie skompromitowano i wdeptano w ziemię, a i Sz. Pan też może mną sobie pórko wytrzeć. Nie ulega wątpliwości, że mamy w Polsce "wolne media" i wszyscy zadowolenie - prawda?
Pozdrawiam
"A Szeremietiew"
e-mail: szary9@wp.pl